Jestem jeszcze w Polsce i prowadzę swoje ostatnie konsultacje. Na jedne z nich zgłasza się kobieta, która właśnie wróciła do kraju po dwudziestu pięciu latach spędzonych na emigracji. Z trudnością przychodzi jej odnaleźć się w nowej rzeczywistości, towarzyszy jej poczucie zagubienia. Spotykamy się kilka razy, ja tuż przed wyjazdem, ona tuż po powrocie. Poznajemy swoje historie. Gdy dane nam jest się pożegnać, widzę, że moja rozmówczyni chce ofiarować mi ważny przekaz. Przekaz, który został utkany nićmi wieloletniego doświadczenia. W końcu docierają do mnie słowa: „Żyj w Stanach tak, jakbyś miała przeżyć tam całe swoje życie. To czy tak będzie, czy też nie, nie ma w obecnej chwili znaczenia. Ale podejmuj takie decyzje, które będą do tego zmierzać.”
Jestem już za oceanem i poznaję naszą sąsiadkę. Razem z Ivanem pomagamy pakować jej dobytek. Mai pochodzi z Tajwanu, choruje na raka i chce zdążyć do domu. Rokowania są niepomyślne. Przez kilka dni niczym cień podążam za nią, w rękach trzymam szeroko otwarty worek. Po plastikowych ścianach osuwają się ubrania, ręczniki, pościele, bielizna, kosmetyki, książki. Do kartonów trafiają naczynia, sprzęty AGD, meble, obrazy. Raz po raz słyszę wypowiadane słabym głosem słowa: „Wracam do domu”. W końcu miejsce to zupełnie pustoszeje. Mai po dwudziestu latach spędzonych w Ameryce wraca do rodzinnych stron. W Oregonie zostawia córki, pracownię, ogród, samochód, przedmioty codziennego użytku. To co spakowaliśmy staje się darowizną.
„Żyj w Stanach tak, jakbyś miała przeżyć tam całe swoje życie” i „Wracam do domu” to dwie potężne siły, które jeszcze nie raz przeciągają mnie na jedną bądź drugą stronę. Być może są osoby, którym z łatwością przychodzi rozpoczęcie nowego rozdziału na obcej ziemi, z jednoczesnym porzuceniem perspektyw powrotu do kraju (nawet kiedyś tam w przyszłości). Ja z pewnością do takich osób nie należę. Wcześniej wiele razy słyszałam w swojej głowie „bo jak kiedyś wrócisz do Polski…” (nawet jeśli to kiedyś oznacza za wiele, wiele lat). Ta myśl jednak nigdy nie pomagała, a raczej stawała na drodze do zadomowienia się i przysłowiowego zapuszczenia korzeni. Bez przekazu „Żyj w Stanach tak, jakbyś miała tam przeżyć całe swoje życie” byłoby znacznie trudniej. A jednak na słowa „Wracam do domu” serce bije mocniej.


Dodaj komentarz