Teksas

Bezgraniczny błękit zapada w ciszę.
Dalej niż horyzont,
— bez echa.

Trawy w bezruchu kruszą się
pod ciężarem palącego słońca.

To czas niemówienia,
niesłyszenia,
niemyślenia,
nieczucia —
a jednak bycia.

W innej postaci:
rozlanej jak ogrom nieba,
suchej jak popękana ziemia.

Dodaj komentarz